Notka 168.
środa, 2 września 2015
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
Duch przyjaciel. Jakieś piętnaście lat temu...
Notka 167.
Dziękuję za relację anonimowej osobie, która zamieściła komentarz pod tym postem:
http://koniczynablog.blogspot.com/2015/07/duch-przyjaciel-lata-siedemdziesiate.html?showComment=1441018712119#c4696440618290508645
Dziękuję za relację anonimowej osobie, która zamieściła komentarz pod tym postem:
http://koniczynablog.blogspot.com/2015/07/duch-przyjaciel-lata-siedemdziesiate.html?showComment=1441018712119#c4696440618290508645
"Anonimowy31 sierpnia 2015 12:58
Podobną
historię przeżyła rodzina mojej Matki Chrzestnej. Jako że jej maż był
oficerem wojskowym to dość często go przenosili. Pewnego razu trafili
pod naszą zachodnią granice i mieszkanie które dostali miała już swojego
lokatora. Ten duch nie sprawiał kłopotów. Przenosił filiżanki, otwierał
szafki, puszczał wodę w ubikacji a nawet w nocy głaskał po włosach do
uśpienia. Mieszkali tam 4 lata i znowu zostali przeniesieni. Tym razem
pod Warszawę. Duch ich odprowadził do połowy drogi. Historia ta
wydarzyła się jakieś 15 lat temu."
Pozdrawiam.
sobota, 22 sierpnia 2015
poniedziałek, 17 sierpnia 2015
piątek, 14 sierpnia 2015
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
wtorek, 4 sierpnia 2015
Różne cuda ludzie gadali...2004 rok.
Notka 162.
"Z Łemkowskiej skrzyni"
Paraskiewia Garbera.
Najwięcej ludzie słuchali sołtysa, do niego szli. Byli też i tacy, co więcej pamiętali i umieli historię przekazać. Jak się poschodzili, dzieci siadały koło nich i słuchały, jak opowiadali. Dzisiaj to ja sama bym słuchała i pytała takiego, co ma 90 lat. O wszystkim opowiadali: o strachach, jak ktoś coś przeżył, był na froncie, czy za granicą. I się słuchało. Moje wnuki jak były małe, to przed spaniem, zawsze kazały mi opowiadać o Mochnaczce: Babciu, a jak krowy pasłaś, jak się uczyłaś? Tylko, że ja miałam 12 lat, jak wyjechaliśmy z Mochnaczki, to dużo nie pamiętam. Starsi opowiadali o czarownicach, co krowy zaklinały, że mleko było niedobre, bosorki je nazywali. Albo że Niemiec straszy, a tam się światełko zaświeciło, a to krzakami ruszało. Różne cuda gadali, a to tam nie chodź, a to się przeżegnaj-różne były przestrogi. A dzisiaj to chociaż powiesz, to ludzie nie rozumieją, nie chcą słuchać...
"Z Łemkowskiej skrzyni"
Paraskiewia Garbera.
Najwięcej ludzie słuchali sołtysa, do niego szli. Byli też i tacy, co więcej pamiętali i umieli historię przekazać. Jak się poschodzili, dzieci siadały koło nich i słuchały, jak opowiadali. Dzisiaj to ja sama bym słuchała i pytała takiego, co ma 90 lat. O wszystkim opowiadali: o strachach, jak ktoś coś przeżył, był na froncie, czy za granicą. I się słuchało. Moje wnuki jak były małe, to przed spaniem, zawsze kazały mi opowiadać o Mochnaczce: Babciu, a jak krowy pasłaś, jak się uczyłaś? Tylko, że ja miałam 12 lat, jak wyjechaliśmy z Mochnaczki, to dużo nie pamiętam. Starsi opowiadali o czarownicach, co krowy zaklinały, że mleko było niedobre, bosorki je nazywali. Albo że Niemiec straszy, a tam się światełko zaświeciło, a to krzakami ruszało. Różne cuda gadali, a to tam nie chodź, a to się przeżegnaj-różne były przestrogi. A dzisiaj to chociaż powiesz, to ludzie nie rozumieją, nie chcą słuchać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)